daniel na końcu świata

...

i tak to się zaczęło :]

Pobudka o 5 rano w piątek. Na lotnisku byłem o 6:30, planowana godzina wylotu do Frankfurtu: 8:15. Check-in, pozbywam się walizki i idę do kontroli granicznej, tutaj przemiły pan celnik (po chemioterapii- brak fryzury) pozbawił mnie pasty do zębów w bagażu podróznym. Tubka ma 125ml co drastycznie łamie obecne przepisy bezpieczeństwa pozwalające przewozić maksimum 100ml podejrzanych plynów w bagażu ze-sobą-branym-do-kabiny. whatever, nic nie złamie mojego śpiącego porannego pozytywnego nastroju. Lecę LOTem, więc przewidywalnie zakładam, iż śniadanie podawane na pokładzie pochodzi z tych samych zakładów co Pedigree-Pal. Jestem pozytywnie zaskoczony- miałem rację :) Lądowanie we Frankfurcie było perfekcyjne, szacun dla polskich pilotów latajacych pomimo obsługi pokładowej rodem z lat osiemdziesiątych. Teraz czekają mnie 4 godziny czekania na lotnisku w oczekiwaniu na lot Lufthansą już bezpośrednio do San Francisco. W międzyczasie popalam sobie, zjadam tortille w macu (jedyne 26PLN w połączeniu z sokiem pomarańczowym) i robię zakupasy w postaci grubej prasy z powykrzywianymi modelkami na dobrym papierze. Boarding zaczyna się o czasie, co jest bardzo pozytywne zważywszy na to, iż bedzie nas około pięciuset osób zapakowanych do dużej rury ze skrzydlami, gdzie doczepiono silniki. Przede mną 11 i pól godziny lotu, moje nogi, dupa i pozostałe części ciała radują się na tą podróż. Sytuację ostatecznie ratują dwugodzinne drzemki w pozycjach nie-do-wyobrażenia-zwykłym-ludziom-przywykłym-żyć-na-ziemi oraz wyśmienity zestaw filmów: Spiderman 3 (nie widziałem wcześniej, zobaczyłem teraz i był OK), Fracture (widziałem w kinie- można wykorzystać spokojnie do dalszej drzemki), Surf’s Up (drzemki ciąg dalszy) i na koniec Fantastic Four: Rise of the Silver Surfer (oczekiwałem wiele ale okazał się taki sobie, jednak nie moglem sobie odpuścić Jessiki ;) ). W międzyczasie podano mi wypaśny obiad i duuuuużo wody i soku pomarańczowego. Lądowanie było spokojne, pan Immigration Officer przetrzepał mnie troche (pewnie dlatego, że ostatnim razem nie oddałem na lotnisku kawałka I-95), wyłapałem swój bagaż po czym uderzyłem do wypożyczalni po wynajęte dla mnie auto. Ford coś tam (szkoda się uczyć marki) był granatowy, jeździł i szorował mi sufitem o głowe (cholera, przecież nie jestem aż tak wysoki). Powrót na amerykańskie drogi w roli kierowcy jest cudownym doświadczeniem i mimo zmęczenia miałem banana na ryju :) Hotel na szczęście był blisko, sympatyczna hinduska mówiąca z niezrozumiałym akcentem przyjęła mnie radośnie oferując od razu pakiet wycieczek po mieście za które grzecznie podziękowałem (chce mi się spać, gdzie jest sklep i gdzie można palić). Szczęśliwy usnąłem, słysząc za oknem charakterystyczny dzwięk mnóstwocylindrowych pikapów pędzących do pobliskiego mall’a :) To tyle…

10 Odpowiedzi do “daniel na końcu świata”


  1. 1 terriblelie 26.09.07 o 7:55

    kurde : )
    jeszcze zakupilbys V Magazine i ID :>

    i Camele w miekkiej paczce

  2. 2 gALLAH 26.09.07 o 8:40

    siema dan :)
    baw sie dobrze
    wrzucaj foty na bloga odzywaj sie na gg jezeli bedziesz miał okazje
    elosz

  3. 3 Przemek 26.09.07 o 8:49

    stary, gdzie są foty mustanga za które prawie zginąłes? :P

  4. 4 Lukasz 26.09.07 o 9:13

    A mi kup prosze, jak wyjedziesz za miasto… wloskiego Vogue’a za 27$ i bialego Charger’a;)

  5. 5 dandee 26.09.07 o 17:25

    mustang story to next part. bialego chargera widzialem przedwczoraj ale nie mialem okazji sie zapytac za ile laska chcialby go sprzedac :] camele i magazyny sa liscie zakupow to-do :D

  6. 6 thetrick 26.09.07 o 23:40

    wpadaj do nyc men,

    anyuej ja lubie te momenty przejsc miedzy strefami czasowymi potocznie nazywane lotami miedzynarodowymi,

  7. 7 Sylwia Adamczuk 27.09.07 o 14:02

    Pozazdrościć takiej wycieczki :) Miłego pobytu :D Pozdrawiam…

  8. 8 dandee 28.09.07 o 6:45

    Konrad, polecialbym do NY na skrzydlach, tak bardzo chcialbym zobaczyc i poczuc to miasto :) yaaay

  9. 9 monika 28.09.07 o 15:57

    ej stary !!!!! mowilam zapakuj mnie do walizki!!!! ach…poczekam do stycznia…(tak tak tez sie tam wybieram:)
    enjoy!!!!

  10. 10 taya 01.10.07 o 21:12

    my gooood, przepiekna grenlandia. a san francisco to najbardziej pokrzywione miasto jakie moze byc, za co ma u mnie mega plusa :D


Napisz odpowiedź