Czas pojawić się w pracy… kampus składa się z siedmiu budynków (jest tak duży, że jest to prawie dzielnica miasta), każdy ma własny parking, mam znaleźć właściwy :]

tada! to ten, siódmy jest mój

w środku czeka na mnie labirynt bezdusznych “cubicles”

oi, jest i mój. tak zwany “gościnny” co oznacza, że mam z dupy krzesło i nie jestem posiadaczem (ownerem) kosza na śmieci, postanowiłem że zastąpi go karton na makulaturę (amerykanie chwalą sobie zaradność, zgodnie z zasadą “better a wrong decision than no decision”
)

pierwszy dzień jest na rozkręcenie, przemiła Cynthia oprowadza nas po piętrze i odblokowuje dostęp do mega-laboratorium (absolutny zakaz robienia zdjeć, szkoda bo w środku oprócz miliarda sprzętu wita mnie wielki Homer Simpson
wygląda prześmiesznie)
wkrecam się w pracę, później zagladam do internetu i rozgladam się za najciekawszymi knajpami obiadowymi w okolicy. yay, znajduję coś z wietnamską kuchnią, my favourite
jedziemy


byłem tak głodny, że nie zrobiłem foty “przed”. to był kurczak Kung Pao, z warzywami tak cudownie chrupiąco przyrządzonymi, że teraz na samą myśl o nich robię się przegłodny. podczas nastepnych wizyt wymieniłem kurczaka na krewetki królewskie. odkryłem niebo :]

pogoda w dolinie jest o wiele lepsza niż nad oceanem. pełne słońce, od 25 do 30 stopni, raz na parę dni pogorszenie pogody (deszcz, 18 stopni, potem się wypogadza). dni mijają szybko, o wiele za szybko. znam już okolicę, barmana w hotelu
i sprzedawców w sklepie (już nie pytają się o dokument przy kupnie piwa lub papierosów, zresztą dla nich to i tak był mega dziwny dokument)

gdybym miał tutaj spędzić nawet kilka miesięcy- nie wahałbym się nawet jednej sekundy.
pora na lulu :]
ja Ci dam pare meisiecy :[
do domu! ale juz!
heh..pozazdrościć takich podróży
Te Voguei, to ja wezme trzy
oka, voguei sie spozniaja dzieki zafajdanej poczcie uesańskiej. beda musialby byc przeslane poczta do polski przez mojego kumpla ktory zostaje, takze pewnie beda najwczesniej za 2 tygodnie
stary pospiesz sie bo my juz z browarem na partyzantow pod drzwiami stoimy
ruszam w podroz powrotna jutro rano. niedlugo zawitam na Banditenstrasse :]
stary, blog Ci rdzewieje
się zaciął pewnie
to rdzewieje
o.
nie rdzewieje. niedlugo uaktualnienie
czekam na uaktualnienie
z niecierpliwością
…. i dzis chyba imieninki? to wszystkiego najlepszego
. Pozdrawiam!
och ach, dziekuje za zyczenia
Banditenstrasse hehe uwielbiam tam nazywac ta ulice
To jest jej prawdziwa nazwa…